Aktualności

21 grudnia 2020 11:46 | Aktualności

Tradycja rzecz święta, czyli o zwyczajach świątecznych w Wielkopolsce;

 

 

Wielu z nas, nie wyobraża sobie przeżycia Świąt bez czynności i zachowań, które są przypisywanie Bożemu Narodzeniu. Te właśnie zachowania, które znamy i kultywujemy od wielu lat, to właśnie tradycja i zwyczaje. Są one charakterystyczne dla danego czasu, jakim niewątpliwie są np. zbliżające się Święta. Jesteśmy mieszkańcami Wielkopolski, więc zapewne wiele obrzędów jest nam znanych, ale zawsze warto je sobie przypomnieć!

Pora zasiąść do Wigilii

    Wieczerza wigilijna to najważniejszy i najprzyjemniejszy moment świąt Bożego Narodzenia. Samo słowo wigilia pochodzi od łacińskiego vigiliae i oznacza „czuwanie nocne”, związane ze zmianami straży nocnej. Określenie to zostało przejęte przez chrześcijan w znaczeniu nocnego czuwania modlitewnego, bądź wieczornego nabożeństwa.

     Wigilia na wielkopolskiej wsi, podobnie zresztą jak w całej Polsce, rozpoczyna się wraz z ukazaniem się pierwszej gwiazdki na niebie. Jest to związane z tajemniczą gwiazdą, wskazującą trzem Mędrcom drogę do Betlejem. Problem pojawiał się wtedy, gdy niebo było pochmurne, wtedy siadano do Wigilii tuż po zmroku.

     Wieczerza rozpoczyna się dzieleniem opłatkiem. Jest to bardzo stara i rygorystycznie przestrzegana tradycja. Gospodarz dzieli się opłatkiem z domownikami, życząc mi zdrowia i spotkania w tym samym gronie, przy tym samym stole w przyszłym roku. Zwyczaj dzielenia się opłatkiem nawiązuje do łamania się chlebem obrzędowym u Żydów i starochrześcijańskiej tradycji składania na ołtarzu chlebów ofiarnych. Samo słowo opłatek pochodzi od łacińskiego oblatum, co znaczy „dar ofiarny”.

Wielkopolskie potrawy wigilijne

To, co obecnie jada się w większości wielkopolskich domów na Wigilię, ma dość krótką tradycję sięgającą zaledwie... okresu międzywojennego i lat powojennych. Niektóre potrawy mają oczywiście starsze pochodzenie lub z czasem uległy modyfikacji. To, co stanowiło wigilijne menu w dziewiętnastowiecznej Wielkopolsce, nie przypadłoby nam chyba dziś do gustu.

 Tradycyjnie podawało się siedem, dziewięć lub dwanaście potraw, najczęściej jednak dziewięć, także u szlachty.

Polski etnografii, Oskar Kolberg, który wielkopolskim potrawom wigilijnym poświęcił sporo uwagi pisze: (notatki Kolberga dotyczą połowy XIX wieku):

 „Zwykłemi potrawami corocznie przynajmniej w liczbie 9, w stanie wyższym używanemi są: zupa migdałowa, kluseczki z sosem, karp na szaro, szczupak z szafranem, andróty z makiem albo kluski z miodem i makiem, suszone gruszki i śliwki gotowane, grzybki na sucho na oleju smażone, groch biały i karaski w oleju tretowane (smażone) z kapustą. Lud wiejski kontentuje się „siemieniuchą”, to jest zupą z siemienia konopnego, kaszą jaglaną, kapustą z grzybkami, grzybami w oleju smażonemi i kluskami z makiem. W innym miejscu pisał: Kolacyją się je, jak gwiazda na niebie się pokaże. Dają na stół dziewięć potraw. Są niemi: polewka z maku, groch polny kraszony olejem, kapusta kraszona olejem, grzyby suszone z olejem, śledź czasem smażony w oleju, kluski z jagłami, kluski słodkie z makiem, gruszki suszone i jabłka. Bogatsi nadto jedzą ryby.”

Potrawami charakterystycznymi dla Wielkopolski była polewka z nasion konopi (siemieniucha), kluski z makiem, śledzie z ziemniakami, różne rodzaje kasz, polewka z maku (makówka), suszone grzyby smażone w oleju, kluski z makiem, kapusta z grzybami, a także słynne makiełki, którym trzeba poświęcić więcej uwagi. Makiełki znane są właściwie tylko w Wielkopolsce, ale podaje się je inaczej w zależności od regionu. W jednej części Wielkopolski robi się je poprzez pokrojenie bułki pszennej i namoczenie jej w mleku, a następnie dodanie maku, miodu lub cukru i rodzynek.

 Gdzie indziej zaś, zamiast w mleku, moczy się ją w wodzie. W innych regionach ziemi wielkopolskiej, makiełkami zwie się po prostu kluski z makiem. 

Na deser jadało się  owoce, głownie jabłka, orzechy, kompot z suszonych owoców i ciastka, jak: makowiec, struclę, czy pierniki. Zadziwiające jest, że ryby (szczupaki czy karpie) jadało się tylko w bogatszych domach.

Biedniejsi gospodarze nie jadali ryb, bo były one za drogie, co najwyżej jedyną rybą zjadaną w Wigilię były śledź.

W okresie międzywojennym coraz częściej na stołach zaczęły pojawiać się smażone ryby, barszcz z buraków i zupa grzybowa. Nowością był ryż, podawany z śliwkami, rodzynkami i cynamonem.

    W okresie powojennym nastąpiły duże zmiany w wigilijnym menu i pewne ujednolicenie zestawu potraw wigilijnych. Było to spowodowane migracją i przesiedleniami dużych grup ludności, co spowodowało wzajemne przenikanie się tradycji. Pojawiły się wówczas potrawy, które je się do dzisiaj podczas Wigilii, przede wszystkim zupy: barszcz, grzybowa i rybna, smażona ryba (głównie karp).

Na deser zaś powszechnie w Wielkopolsce podaje się makowiec. Na wielkopolskich stołach dalej pozostały: śledzie, kapusta z grzybami, makiełki przyrządzane na różne sposoby, czy kompot z suszonych owoców. Zniknęła za to polewka z siemienia konopnego, lnianego i maku. Prawie nigdzie nie je się kaszy i tylko gdzieniegdzie występuje nadal groch, najczęściej z kapustą.

Święty Mikołaj czy Gwiazdor?

Zwyczaju najbardziej związany z Wielkopolską i tradycyjnie tylko z nią utożsamianą, to przynoszenie dzieciom po wieczerzy wigilijnej prezentów lub rózeg przez nijakiego Gwiazdora. W pozostałych regionach Polski i prawie na całym świecie, do dzieci przychodzi Święty Mikołaj. Kim jest więc owa tajemnicza postać?

 Należy na wstępie wyjaśnić kilka spornych kwestii.

 Po pierwsze – Gwiazdor nie ma nic wspólnego ze Św. Mikołajem. Święty Mikołaj owszem, przychodzi do wielkopolskich dzieci z prezentami, ale robi to w dniu swojego święta, czyli 6 grudnia. Wielu z nas było może przekonanym, że Gwiazdor to po prostu wielkopolski św. Mikołaj. Nic bardziej mylnego. Po drugie, Gwiazdor nie został wymyślony przez władze Polski Ludowej, aby przyćmić chrześcijańskiego świętego i zastąpić go świecką postacią, tworząc tym samym „nową, świecką tradycję”, jak to miało miejsce w Związku Radzieckim, kiedy to św. Mikołaja zastąpił „Dziadek Mróz”.

Gwiazdor zresztą bardzo różni się od św. Mikołaja. Przede wszystkim sama nazwa łączy Gwiazdora z dawnymi kolędnikami. Gwiazdor to ten, który trzymał obracającą się, oświetloną gwiazdę z papieru. Kolędników czasem zwano „gwiazdorami”, tak przynajmniej utrzymywał Oskar Kolberg.

Sam Kolberg tak opisuje Gwiazdora: „Po wieczerzy we wigiliją Boż. Nar. chodzą po wsi „gwiazdory”, tj. parobcy przebrani w kożuch odwrócony włosem na wierzch, przepasani pasem skórzanym, czapka (kapturek) na głowie wywrócona barankiem do góry, twarz usmarowana sadzami, krótki bat w ręku. Każą dzieciom odmawiać pacierz; nie umiejących go biją, przenosząc z figlów bicie to i na dziewki. Przybycie swe głoszą brzękiem dzwonka. Gwiazd jednak żadnych nie noszą.”

Widać więc ogromną różnicę pomiędzy wielkopolskim Gwiazdorem, a znanym powszechnie św. Mikołajem. Obie postacie różnią się strojem i zachowaniem. Św. Mikołaj, do dobrotliwy staruszek, w czerwonym płaszczu i czapce, z długą siwą brodą, rozdający wszystkim dzieciom prezenty i to wchodząc przez komin do domu. Lata saniami, zaprzężonymi w renifery i mieszka w Laponii. Gwiazdor nie jest postacią nadprzyrodzoną. Jest to raczej osobnik dość surowy, którego dzieci się bały. Skłonny bywał raczej dawać baty za nieznajomość modlitw, niż prezenty. Z czasem jednak, prawdopodobnie już po II wojnie światowej, ludność przybyła do Wielkopolski ze Wschodu przyniosła wierzenia w Świętego Mikołaja, którego z czasem utożsamiono z naszym Gwiazdorem. W ten oto sposób Gwiazdor zyskał nowe atrybuty, nadprzyrodzoną moc i stał się znacznie bardziej łagodny, niż ten tradycyjny.

Herody, czyli wielkopolscy kolędnicy

Herody, to po prostu grupy kolędników, chodzący od domu do domu i odgrywający scenki związane z narodzeniem Chrystusa, pokłonem Trzech Króli, rzezią niewiniątek i porwaniem króla Heroda do piekła za prześladowanie Dzieciątka Jezus. Sama nazwa „herody” wywodzi się oczywiście od króla Judei, Heroda Wielkiego, który jest centralną postacią orszaków kolędniczych. Oprócz niego w skład takich orszaków wchodzili: diabeł, anioł, śmierć, Żyd, Turek, kominiarz, marszałek i żołnierz, czasem jeszcze baba, dziad i ksiądz. Orszaki herodów wędrowały, jak już wspomniałem, od wsi do wsi i odgrywały scenki, otrzymując za to poczęstunek, lub niewielkie sumy pieniędzy. Oczywiście kolędnicy znani są w całej Polsce, tym jednak co wyróżnia wielkopolskich herodów od innych kolędników, to brak postaci zwierząt. Próżno więc szukać wśród nich chociażby popularnego w innych regionach „turonia”.  

 

Mamy się czym pochwalić jako Wielkopolanie, bogactwo wielkopolskich tradycji bożonarodzeniowych jest dużo. Część z nich nadal jest kultywowana, choć może już nieco zmienionej formie, inne niestety już zanikły.

                                                                                                                                          Emilia Ciesiółka

 

 

Źródło:

A. Brencz, Wielkopolski rok obrzędowy. Tradycja i zmiana, Poznań 2006.

 

 

 

 

 

 

 

 

Przeczytano: 107 razy. Wydrukuj|Do góry